Już przed pierwszym gwizdkiem wiadomo było, że wygrana da Gdańszczanom czwarte miejsce w tabeli 1. Betclic Ligi, tuż za czołówką. Zadanie nie było łatwe, bo Stal miała bardzo dobrą passę: cztery ligowe zwycięstwa z rzędu, plus jedno w Pucharze Polski. Lechia jechała więc do Rzeszowa, by wyszarpać to zwycięstwo. Udało się, dzięki bramkom Blanuty i Beskorovaynyi’ego, ale niepotrzebne nerwy były do ostatniego gwizdka.

Zdjęcie zawodników Lechii, którzy cieszą po zdobyciu gola w Rzeszowie

Bardzo cenne zwycięstwo w Rzeszowie – Lechia zbliżyła się do ligowej czołówki i wysyła coraz mocniejsze sygnały, że już w tym sezonie powalczy o powrót do Ekstraklasy
mat. Fb Lechia Gdańsk

Dwa karne – oba zmarnowane

Jakość gry Gdańszczan? Do zapomnienia. Widać bardzo duży potencjał w ofensywie i pomocy, coraz pewniejszą grę w obronie. A jednak w Rzeszowie cały czas Lechii czegoś brakowało. Zbyt dużo niecelnych podań, złe boiskowe wybory – np. egoistyczne strzały, zamiast podań do lepiej ustawionych kolegów. Do tego błędy bramkarza Axela Holewińskiego przy wprowadzaniu piłki do gry – dwa razy podał pod presją rywali tak, że Stal mogła zdobyć bramkę.

Mieliśmy też dwa kuriozalne karne – najpierw dla Stali, potem dla Lechii. Oba niestrzelone. I całe szczęście, bo było po to tak “miękkich” przewinieniach, że tylko mogło dojść do wypaczenia wyniku meczu. Wszystko działo się przy stanie 0:0. Zawodnik Stali strzelił w słupek, następnie 9 minut później Tomasz Neugebauer uderzył tak, że bramkarz gospodarzy zdołał sparować piłkę.

Stal Rzeszów vs Lechia: jak padły gole

Mimo dość wyrównanej gry, Gdańszczanie schodzili na przerwę z komfortowym prowadzeniem – strzelili dwie bramki, sami nie stracili żadnej.

  • 36. minuta – Lechia na prowadzeniu. Złe podanie zawodnika Stali Rzeszów na połowie gospodarzy, piłka odbiła się od pleców piłkarza Lechii i trafiła pod nogi Artura Szacha – ten błyskawicznie wypuścił “w uliczkę” Blanutę. Gdański napastnik przyjął piłkę kierunkowo, wbiegł w pole karne Stali, i strzelił płasko, po przekątnej – dość szczęśliwie, bo między nogami bramkarza.
  • 40. minuta – dwa gole przewagi Lechii. Przy niestrzelonym karnym Neugebauera, piłka wyszła na rzut rożny. Wysoko i mocno bite dośrodkowanie dostał na głowę Daniłł Beskorovaynyi, który nie zmarnował okazji, ładując piłkę prosto do siatki.

Po przerwie wydawało się, że Lechia ma mecz bezpiecznie pod kontrolą. Jak zwykle, takie poczucie musiało się zemścić.

  • 77. minuta – gol kontaktowy dla Stali. Sprytny przerzut nad linią gdańskiej obrony i sytuację sam na sam z bramkarzem Lechii miał Buksa. Zawodnik Stali zachował się bardzo sprytnie, po prostu musnął tę piłkę tak, że przeleciała tuż obok zdezorientowanego golkipera i wpadła do siatki przy słupku.

Już w niedzielę derby z Arką

Lechia zdobywając w Rzeszowie komplet punktów zrealizowała w 100 procentach swój plan na 10. kolejkę Betclic 1. Ligi.

Teraz drużyna całkowicie koncentruje się na meczu derbowym, który zaplanowany jest na niedzielę, o godz. 20.30. Na trybunach stadionu Polsat Plus Arena Gdańsk zasiądzie 37,5 tys. kibiców. W sprzedaż została już zupełna resztka – mniej, niż 4 tysiące wejściówek. Będzie to jeden z tych meczów, które trudno zapomnieć.

Jeśli Lechia zwycięży, nie tylko da swoim fanom ogromną radość, ale też najprawdopodobniej awansuje na trzecią, a nawet drugą pozycję w tabeli. Najpierw trzeba jednak wygrać, co na pewno nie będzie łatwe, choć Arka przeżywa kryzys i przegrała ostatni ligowy mecz 0:3, mimo nadziei na przełom. Można być jednak pewnym, że Gdynianie wybiegną na boisko w Gdańsku z wolą wygranej nie mniejszą, niż ma Lechia. Derby to w końcu derby – nikt nogi nie odstawi!

Autor: oprac. Roman Daszczyński

Źródło: gdansk.pl

aplikacja

Wyszukaj na stronie

Anuluj wyszukiwanie
Translate »