Rejs „Poznaj Gdańskie Oldtimery” to bardzo unikalne wydarzenie, podczas którego spotykają się historia, teoria i praktyka żeglarstwa. W sobotę, 19 września 2026 roku kilkadziesiąt osób miało szansę przemierzyć wody Zatoki Gdańskiej na pokładach trzech drewnianych żaglowców, które w sumie skrywają w sobie blisko 250 lat marynistycznej historii!

Zanim uczestnicy rejsu weszli na pokłady trzech jednostek, skorzystali z uprzejmości Narodowego Muzeum Morskiego, żeby zapoznać się z jego wystawami. Niespełna godzina  to wystarczająco długo, żeby zaciekawić zainteresowanych do odwiedzenia Muzeum przy innej okazji, ale jednocześnie odpowiednio zwięźle, żeby nie zniechęcić tych, którzy czekali głównie na żeglugę.

– Pokazaliśmy trzy wystawy. Oprowadziliśmy po pierwszym statku zbudowanym w Polsce, czyli Sołdku. Na wystawie czasowej opowiedzieliśmy historię naszych transatlantyków z lad trzydziestych: Piłsudskiego i Batorego. Pokazaliśmy również życie codzienne na żaglowcach, na podstawie zabytków wydobytych z bałtyckich wraków – mówi Przemysław Węgrzyn z Narodowego Muzeum Morskiego.

 

Następnie uczestnicy zaokrętowali się na oldtimerach. Każdy z trzech jachtów to inna, fascynująca historia. STS Generał Zaruski (rocznik 1939) został zbudowany z myślą o edukacji morskiej młodzieży, Bonawentura (rocznik 1948) zaczynał jako kuter rybacki, a Bryza H (rocznik 1952) była statkiem ratowniczym.

– Takie stare żaglowce jak Bryza mają duszę. To suma historii i wydarzeń, jakie widział ten jacht. To w drewnie, z którego jest zbudowana ta jednostka kryje się cała tajemnica i piękno tego żaglowca. W statkach z plastiku tego nie czuć. Żeglarstwo jest piękne, można się w nim zakochać, podobnie w samym morzu. To także nauka umiejętność współpracy i współżycia, bo jedna osoba musi polegać na drugiej. Potem to przenosi się też na życie codzienne, tworzą się znajomości i przyjaźnie, które często trwają całe życie – podkreśla Marzena Wysocka, przedstawicielka armatora Bryzy H, Waldemara Heislera.

Już sama przeprawa Martwą Wisłą w kierunku Zatoki Gdańskiej to dla załogi nie lada gratka. Podziwianie z perspektywy wody pracującej Stoczni Remontowej, Twierdzy Wisłoujście, pomnika Obrońców Westerplatte, Kapitanatu czy Falochronu Zachodniego to niezapomniane przeżycia. Ale dopiero na wodach Zatoki można w pełni rozwinąć żagle. Dosłownie i w przenośni. Chętni mogą czynnie uczestniczyć w żeglarskich czynnościach.

– Od dziesięciu lat interesuje się żeglarstwem, już w szkole podstawowej zacząłem uczęszczać na zajęcia na jeziorze, obecnie coraz bardziej interesuje się żeglarstwem morskim, więc od kiedy przeprowadziłem się do Gdańska, staram się z tego korzystać. Mimo wszystko miałem nadzieję, że tej żeglarskiej praktyki będzie trochę więcej, ale przyjemnie było stanąć za sterem Bryzy H. Ciężko było sprawić, żeby się mnie słuchała. Ma bardzo dużą inercję, a ponieważ sterowałem nią pierwszy raz, trochę czasu zajęło mi wyczucie jej- mówi student Piotr Biernacki, który miał okazję stanąć za sterem Bryzy H. Na szczęście po udzieleniu tej wypowiedzi Piotr miał jeszcze okazję podszlifować swoje umiejętności, między innymi składając żagle.

Dla dużej części załogi rejs to jednak odpoczynek. Jest coś niesłychanie kojącego i uspokajającego w szumie morskich fal, oraz widoku Gdańska, Sopotu i Gdyni z morskiej perspektywy.

– Na co dzień pracuję w handlu, mam ciągły kontakt z ludźmi, cały dzień funkcjonuję na wysokich obrotach. Jeśli do tego dodać social media, ciągły napływ informacji i telefon komórkowy, jak większość ludzi w tych czasach jestem chwilami po prostu przebodźcowana, zmęczona tym wszystkim. Dlatego ten rejs stanowi idealny detoks cyfrowy. Czuję, że naprawdę odpoczywam, że mogę się uspokoić, pobyć sam na sam z własnymi myślami. A telefon wyciągnąć tylko po to, żeby zrobić piękną fotkę. Bo widoki są niesamowite – mówi Basia Krysztopowicz.

Z tego też powodu nie brakuje osób, które w rejsie wzięły udział kolejny raz, przyjeżdżając nierzadko spoza Trójmiasta.

– Jesteśmy tu już po raz trzeci, zarezerwowałem miejsce, kiedy tylko pojawiła się informacja o rejsie. Nie uprawiam czynnie żeglarstwa, jedynie teoretycznie, jako pasażer, turysta. To świetny odpoczynek, woda, morze uspokajają. Dawniej bywałem też na Bałtyku na rybach, ale że dorsz jest teraz pod ochroną i to się skończyło, to teraz raz w roku wybieramy się na te rejsy oldtimerami – mówi Daniel Biernat, który do Gdańska przyjechał spod Warszawy.

Rejs gdańskimi oldtimerami to świetna propozycja dla wszystkich, którzy kochają morze, bez względu na to, czy wolą żeglować aktywnie, czy jedynie korzystać ze spokoju, który udziela się podczas obcowania z wodami Zatoki Bałtyckiej. To także piękne, wyjątkowo analogowe doświadczenie w naszym codziennym, coraz bardziej cyfrowym życiu. Wyjątkowo przyjemne doświadczenie w czasach, kiedy odkładamy telefon komórkowy na bok, mimo zewnętrznej presji bycia „online”. Warto przekonać się o tym samemu!

aplikacja

Wyszukaj na stronie

Anuluj wyszukiwanie
Translate »